|
Karolina Kosko
Był sobie kołek, nie byle jaki, brązowy i bardzo mądry. Chodził sobie kołek po świecie i pilnował by ludzie nie wyrzucali tego czego potrzebują. Kiedy ktoś chciał wyrzucić swoją historię, która nie była przyjemna, a kołek wiedział że jest tej osobie potrzebna to zatykał drzwi do świata tak, że nic nie mogło się wydostać. A potem kołek przedstawiał się, mówił co robi, i zapraszał na spotkanie z historią danej osoby. Zapraszał wtedy do ciemnej komnaty, którą każda osoba nosiła w sobie. Zapalał świece, brał za rękę, proponował by usiąść wygodnie, podawał chusteczki i opowiadał.
Jedni zaczynali płakać. A kiedy płakali ich ciało napełniało się wodą. Kiedy słuchali uważnie swojej historii, wiedzieli co trzeba zrobić by woda zamieniła się w rzekę i popłynęła prosto do Matki Ziemi. Kluczem był śpiew, taniec, granie na bębnie albo fortepianie, opowiedzenie swojej historii światu zamiast wyrzucenia jej. Każdy miał swój własny klucz. Czasami wystarczyło po prostu płakać. Gdy rzeka płynęła rodziła się moc.
Inni uciekali z ciemnej komnaty albo udawali że słuchają i kiedy kołek kończył opowiadać nie wiedzieli jak zamienić wodę w rzekę, ale kołek potrafił współczuć więc zatykał wszelkie drzwi do świata, które próbowali otwierać i czekał.
Zacytuj artykuł
|