Dlaczego Dakini Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
dlaczego dakini

Dlaczego wybrałyśmy na patronkę postać z tak odległej i tak radykalnie odmiennej od naszej tradycji tybetańskiej? „Dakini” znaczy „wędrująca po niebie” lub „poruszająca się w przestrzeni” i jest twórczą energią przedstawianą w postaci nagiej, pięknej, niewyobrażalnie wprost wolnej kobiety, która tańczy życie i tańczy śmierć. Dakini reprezentuje dynamiczną, żeńską zasadę, nieustannie zmienną. Można z nią nawiązać kontakt tylko poprzez bezpośrednie, osobiste doświadczenie, które pozwala odzyskać pierwotną, niedualistyczną mądrość. Jeśli próbujesz zamknąć tę madrość w intelektualnych i teoretycznych systemach, wtedy ona sztywniejąc i nieruchomiejąc przestaje „poruszać sie w przestrzeni”, staje sie martwą, oderwaną od prze-żywania życia wiedzą. Wiele tybetańskich historii opowiada o joginach, którzy ugrzęźli w takiej pozornej mądrości intelektualnych konceptów i dogmatów. Wtedy pojawia się dakini w swej gniewnej postaci jako mądrość konfrontująca, aby gwałtownie rozbić iluzję i przywrócić związek z żywym doświadczeniem.

Nie studiujemy nauk buddyjskich ani nie praktykujemy tantry, a jednak czujemy głęboką więź z dakinią. Kiedy budzimy nasze umysły i ciała z letargu, kiedy zaczynamy samodzielnie odkrywać i doświadczać kobiecej mocy, wtedy spontanicznie nawiązujemy kontakt z polem energii dakini. Kiedy podażamy za intuicją, kiedy dajemy się prowadzić ciału, ziemi, ogniowi, wodzie i wszystkim życia żywiołom – odkrywamy madrość starszą od wszelkich kulturowych uwarunkowań, kobiecą mądrość zakorzenioną w życiu, w samej jego esencji: dynamicznej, nieustannie zmiennej, „poruszającej się w przestrzeni”. Kiedy uwalniamy wstyd i lęk przed ujawnieniem siebie takimi, jakie jesteśmy, wtedy doświadczamy nagości dakini, niezwykłej mocy jawności, radosnej i nieskrępowanej żadnymi przesądami.

 

 

 Język Dakini

Anija Miłuńska


Ten czas, pomiędzy snem a jawą, jakże bezcenny! To, co nie-świadome i to, co świadome spotykają się tutaj, na tym moście między światami.  Nie ma jeszcze zasady dominującej, ani jawa nie każe nam być jawnymi, ani sen nie każe zagłębiać się w sobie, ani działanie ani śnienie. Ani jedność ciemności ani wielość światła – a jednocześnie i jedno i drugie.
Z jakichś powodów najbardziej pociągają mnie wszystkie stany „pomiędzy światami”, ten czas poza czasem, ten, w którym otwierają się drzwi. I ten język półcieni najlepiej rozumiem, ten, który nie odkleił się jeszcze od żywego doświadczenia. „Język półcieni” – gdzie to było? Skąd znam to określenie? Ależ tak, to przecież „język dakini” w tradycji tantrycznej określa się w ten sposób.
Podobno w nim właśnie dakinie zakodowały swoją mądrość. To symboliczny język, którego nie da się analitycznie „rozłożyć na czynniki pierwsze”. Jest niezwykle skondensowany, kilka symboli można by „rozpisać” w kilka tomów zwykłego, linearnego języka. Jak pisze Tsultrim Allione: „Zdolność zrozumienia znaczenia tego języka mają tylko bardzo nieliczni, ci, którzy są w kontakcie z polem energii Dakini.”
No dobrze, ale co to znaczy, być „w kontakcie z polem energii Dakini”? Dakini znaczy „wędrująca po niebie”, co oznacza energię poruszającą się w przestrzeni. Jeśli dobrze rozumiem to energia „poruszająca się w przestrzeni”, tańcząc, wirując  u-cieleśnia się, u-zmysławia i w ten sposób ujawnia.  Na pewno nie można wejść w kontakt z energią konceptualnie, jedyną możliwą drogą jest doświadczenie (dlatego ci, którzy nie mieli takiego doświadczenia mają naiwny zwyczaj negowania istnienia tego wymiaru). W wielu tybetańskich opowieściach dakini pojawia się w swojej gniewnej postaci uczonym joginom, którzy ugrzęźli w intelektualnych konceptach, aby ich przebudzić do żywego doświadczenia, zwanego – jak wiemy – oświeceniem. O dakini! Dlaczego nie pojawisz się nigdy naszym uczonym mądralom, czyżbyś uważała, że szkoda na nich twojej nomen – omen energii? Jeszcze nie zdążyłam zapisać tych słów a już mnie poraziła myśl iście piorunowa: ależ ona się pojawiała! Dopóki nie byli jeszcze tak całkiem odcięci, dopóki byli jeszcze na ścieżce zwanej duchową, to i owszem! Tyle tylko, że „nasi” teologiczni mędrcy nie przyjęli jej przekazu, który im się bardzo nie podobał, tak bardzo, ze musieli sięgnąć po środki radykalne. Nie zostawiali swej uczonej, jedynie słusznej prawdy, aby niczym jogin Naropa wyruszyć na wędrówkę w poszukiwaniu żywej mądrości, nie, oni rozpalili stosy, aby rozwiązać problem bezkompromisowo. I rozwiązali!
Na ile istotny był tu fakt, że – w odróżnieniu od tybetańskiego jogina – nie mieli w swoim systemie wierzeń miejsca dla tego potężnego archetypu „pierwotnej, niedualistycznej mądrości przekraczającej konceptualizm”? Kiedy dakini ukazała się Naropie w postaci „szkaradnej, starej wiedźmy” to był on w stanie zrozumieć, że jej potworność jest tylko odbiciem jego własnego umysłu, potwornego oszustwa, w które wierzył „oszukując siebie samego, że posiada prawdziwe zrozumienie, podczas gdy w rzeczywistości budował iluzoryczny zamek intelektualizmu i pruderii”.  Czyż nie zastanawia fakt, że „nasi” duchowi inkwizytorzy zobaczyli dakinie w identycznej postaci odrażającej staruchy, tyle tylko, że wyprojektowali ten obraz na realne, żywe kobiety, które musieli zabijać, aby zniszczyć tę postać, która ich prześladowała. Długo nie mogli sobie z nią poradzić skoro ponad dwieście lat płonęły stosy, trudna ta dakini do spalenia, no, ale nic dziwnego, skoro z energii zbudowana! Za to efekt przeszedł wszelkie oczekiwania: odtąd konceptualna, dualistyczna wiedza nie ma już nic wspólnego z mądrością ani intuicyjnym zrozumieniem. Na dodatek wszystkie kobiety od tej pory jak ognia boją się ujawnić tę swoją dakiniczną energię, która daje im dostęp do pierwotnej, niedualistycznej mądrości. Boją się, bo wiedzą, że od tego od razu wyrasta brodawka na odrażająco obrzydliwym nosie, piersi schną i obwisają a mężczyźni odwracają się ze wstrętem. Przecież każde dziecko wie, że tak właśnie wygląda mądrość w wydaniu kobiecym! 
Ikonografia tybetańska przedstawia dakini jako nagą, piękną, wolną kobietę, która nie boi się śmierci ani przemijania. Tańczy życie i tańczy śmierć. Zapewne z tego powodu stała się patronką naszego stowarzyszenia, pamiętam, że kiedy nieśmiało przedstawiłam tę propozycję kobiety – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – zbiorowo zakrzyknęły: Tak! Było to radosne, bezapelacyjne „tak”, które wiedziało, co mówi, chociaż nie umiałoby tego racjonalnie wyjaśnić. Było to strasznie dawno temu, jakieś sześć a może nawet siedem lat, czyli całe eony! Z trudem przypominamy sobie te odległe czasy, te kobiety,  niepewne i zagubione, nieufne wobec własnego doświadczenia, zdane wyłącznie na intuicję,  co one mają z nami wspólnego? Co wynikło dla nas z tamtego intuicyjnego „tak”, powiedzianego dakini?
Przez te wszystkie lata niemalże nie odwoływałyśmy się do dakini, nie przywoływałyśmy jej świadomie, tak jak to robiłyśmy z Matką Ziemią  czy Wielką Matką. Pracowałyśmy z energiami żywiołów, (a przecież dakinie pięciu mądrości reprezentuja energie określonych żywiołów) wiele najróżniejszych rzeczy robiłyśmy nie pytając, czy są „dakiniczne”, czy nie, bo najważniejsze było, czy są autentyczne, zgodne z naszym tu i teraz doświadczeniem. I to właśnie – tak to teraz mogę zobaczyć – było najlepszym sposobem podążania ścieżką dakini, która jest przecież ścieżką żywego doświadczenia., bezpośredniego wglądu, osobistego rozpoznania i uchwycenia „istoty rzeczy”. Tak rozumiem mądrość, zawsze ją tak rozumiałam, dlatego babcia- wiedźma i dakini są dla mnie najbliższą rodziną, tą, do której człowiek odwołuje się intuicyjnie, bez konieczności tłumaczenia sobie o co chodzi, bo ma ja „we krwi” duszy, w pamięci starszej od kobiety, z którą przywykłam się utożsamiać. 
Mądrości nie da się zgromadzić, skatalogować, ani ująć w system, bo jest czymś innym niż wiedza, ileż ja się naszarpałam i nawalczyłam jako „pracownik naukowy katedry filozofii” o miejsce dla tak rozumianej mądrości, oczywiście wszystko na próżno,  teraz już wiem dlaczego nie mogło mi się udać, skoro dakini – wiedźmę unicestwiono w tej kulturze (jeśli można tak o niej powiedzieć) kilkaset lat przed moimi narodzinami.
Kiedy myślę o sobie, ze „posiadam” mądrość to zamieniam ją w rzecz, coś statycznego, stałego, niezawodnego (to jest taki obraz mędrca, który gromadzi skarby mądrości  tak jak  głupcy gromadzą złoto). Kiedy tańczę życie i tańczę śmierć, wtedy mądrość, ta właśnie, która sprawia, że mogę żyć i umierać, że każda komóreczka mego ciała wie, jak się to robi, wtedy ona tańczy razem ze mną.