|
Centralnym wydarzeniem, które chrześcijanie wspominają i świętują w czasie Świat Bożego Narodzenia jest moment, kiedy Maryja rodzi w stajence swego syna. Opowieść biblijna kreśli obraz narodzin, które odbyły się w niezwykle prostych, wręcz prymitywnych warunkach: w stajence, wśród zwierząt, w ciemności nocy, z dala od ludzkiego zgiełku. Tekst biblijny nie wspomina też, czy Maryi towarzyszyła akuszerka, co było tradycją w dawnych czasach, czy może urodziła sama, niestety nie wiemy jak przebiegał poród (budzi to nieustająco ciekawość położnej).
Według innych tradycyjnych przekazów chrześcijańskich miejsce, w którym urodził się Jezus to Grota Narodzenia. Znajduje się ona w Betlejem, w krypcie pod ołtarzem Bazyliki Narodzenia Pańskiego, wybudowanej w roku 326 r.n.e – dziś grotę można zwiedzać w jej podziemiach.
Bez względu na to, które z tych mitycznych miejsc uznamy za „prawdziwe”, oba charakteryzują się podobnymi warunkami: położone są z dala od ludzkich siedzib, ciche, ciemne, bliskie natury. Współczesny człowiek powiedziałby, że są trochę dzikie i bardzo intymne.
Fizjologia porodu
Współczesna kobieta z trudem wyobraża sobie poród bez opieki medycznej, w samotności lub w nielicznej asyście, z dala od ludzkiej pomocy. A jeśli już wzięłaby taką wizję na poważnie, na pewno byłaby to perspektywa przerażająca... Tymczasem nasze babki, prababki, przodkinie od tysięcy lat rodziły właśnie w takich warunkach, przy wszystkich zagrożeniach jakie to doświadczenie za sobą niosło, ufając niezwykłej sile kobiecego ciała.
Antropologowie kultury donoszą, że do dziś w wielu miejscach na świecie kobiety właśnie tak rodzą dzieci, z dala od zgiełku, blisko natury, same lub w towarzystwie doświadczonych kobiet – babek, akuszerek, szamanek, czasem własnych matek.
Skąd – od wieków – kobiety wiedziały jak rodzić? Skąd czerpały zaufanie do swoich ciał i mocy rodzenia? Zawsze kiedy pada to pytanie w szkole rodzenia, można usłyszeć podobną odpowiedź: instynkt, intuicja, geny... Jakkolwiek nieprecyzyjne, wszystkie te odpowiedzi krążą wokół prawdziwej, dziś już naukowo udokumentowanej, wiedzy o naszym mózgu i fizjologii porodu. Michel Odent, na którego wyniki badań będę się tu powoływać, to francuski lekarz, najpierw o specjalizacji chirurga, potem położnika, reformator i odnowiciel położnictwa, niestrudzony badacz naturalnych zdolności porodowych. W wielu swoich książkach podaje, że źródła wiedzy o rodzeniu należy szukać w starej części ludzkiego mózgu. Archicortex, zwany inaczej mózgiem gadzim i ssaczym, to najstarsza (w sensie ewolucyjnym) część mózgu, którą dzielimy z naszymi młodszymi braćmi, zwierzętami. Bardziej znane kobietom części starego mózgu, to m.in. przysadka, podwzgórze, odpowiedzialne za wydzielanie hormonów podczas naszego cyklu miesięcznego.
To właśnie archicortex odpowiada za te funkcje ludzkiego ssaka, które są odpowiedzialne za ciągłość naszego gatunku: instynkt przetrwania (decyzje o walce, ucieczce), pierwotne emocje pozytywne (przyjemność, radość) i negatywne (strach, wstręt), pamięć pierwotną, instynkty, intuicję, pamięć ciała, komunikację pozawerbalną i wreszcie funkcje i rytmy biologiczne, a wśród nich m.in. popęd seksualny i umiejętność rodzenia.
Tymczasem neocortex – nowa kora mózgowa – jest odpowiedzialna za powstanie języka, czyli komunikacji werbalnej. Dzięki niej mamy kulturę, z której jesteśmy tak dumni, potrafimy myśleć abstrakcyjnie, strategicznie, planować działania i kontrolować nasze popędy, możemy zapamiętywać i kojarzyć. Jednak z punktu widzenia fizjologii porodu rozwój nowej kory mózgowej ma też swoja ciemną stronę. Według Odenta „jedną z przyczyn faktu, iż poród ludzki jest trudny w porównaniu do narodzin innych ssaków, jest ogromny neocortex. Taki rozwój funkcji intelektualnych jest w kontekście narodzin upośledzeniem i powodem ograniczeń procesu porodowego, podobnie jak innych doświadczeń seksualnych”.
Z perspektywy kobiety współczesnej sytuacja nie jest więc korzystna, okazuje się bowiem, że im bardziej jesteśmy cywilizowane, wykształcone czy wyemancypowane, tym trudniej nam rodzić. Na szczęście, mamy dostęp do naszych popędów i instynktów, jak długo jesteśmy ludzkimi ssakami. Michel Odent podpowiada, że możemy pomóc sobie w procesie porodowym wyciszając aktywność nowej kory mózgowej, aby pozwolić na działanie starego mózgu poprzez stworzenie korzystnych warunków dla kobiety rodzącej. Ciemność (półmrok), cisza i ciepło a także poczucie bezpieczeństwa, intymności i niewielka liczba uczestników porodu, to elementy konieczne, aby proces porodowy przebiegł najlepiej, jak to możliwe. Te same warunki pomagają w wydzieleniu się do krwiobiegu rodzącej koktajlu hormonalnego, a więc mieszanki oksytocyny, endorfin, adrenaliny i melatoniny, sterującej instynktownym procesem porodowym.
Bez względu na to, czy Maryja urodziła w stajence, czy w grocie, bez względu na to, czy w ogóle rodziła, prawdopodobnie obraz porodu z jej czasów jest prawdziwy. Kobiety szły za swoją intuicją wybierając do porodu miejsca ciemne, zaciszne, oddalone od zgiełku codzienności, blisko natury, wśród ssaków. Archicortex, a z nim mądrość kobiecego ciała i instynkt rodzenia mógł ujawnić się tam w całej pełni.
Duchowość ciała
Znana na całym świecie, wydana w latach 70. książka amerykańskiej położnej Iny May Gaskin „Duchowe położnictwo” doczekała się wreszcie polskiego wydania. Jej przesłanie, wyrażone językiem praktykującej położnej, można by streścić następująco: kobiece ciało ma ogromne możliwości rodzenia, ciało, umysł i dusza rodzącej są w pełnym połączeniu, każde dziecko jest święte a każdy poród to przejście duszy na nasz świat, na materialny poziom egzystencji. Wiedza o tym, że każdy poród jest wydarzeniem duchowym została zapomniana przez ludzi, szczególnie tych, którzy żyją w krajach o wysokim rozwoju technologicznym.
Ina May Gaskin wraz z zespołem położnych założyła w Stanach Zjednoczonych słynny dziś dom narodzin. Położne z tego domu przyjęły w latach 1970 – 2000 ponad dwa tysiące porodów a statystyki, jakie Ina opublikowała w swoich książkach udowadniają, że stworzyły jedno z bezpieczniejszych miejsc do rodzenia w Stanach Zjednoczonych (odsetek cięć cesarskich u kobiet objętych opieką położnych z domu narodzin to 1,4%, w amerykańskich szpitalach – ok. 30%). Po latach pracy została odznaczona doktoratem honorowym Uniwersytetu w Londynie za „wykazanie efektywności oraz bezpieczeństwa praktyki położnych” a manewr stosowany przez położne zespołu narodzin w przypadku porodu przebiegającego z dystocją barkową (trudny poród, podczas którego asystujący pomagają uwolnić bark dziecka utknięty w kanale rodnym) został nazwany Manewrem Gaskin i rekomendowany przez położników w USA (w Polsce dokonania ani techniki porodowe stosowane przez duchowe położne domu narodzin Iny May Gaskin są prawie zupełnie nie znane).
Połączenie nowoczesnej wiedzy medycznej i wiedzy o instynktownym, energetycznym procesie narodzin dały w efekcie nowy sposób doświadczania porodu dla współczesnych kobiet: w poczuciu bezpieczeństwa, miłości, a niejednokrotnie (o czym świadczą relacje samych rodzących) w ekstazie.
Wszystkim położnym, lekarzom ginekologom położnikom, jak również kobietom i mężczyznom zainteresowanym problematyką porodową polecam niezwykłą książkę „Duchowe położnictwo” jako doskonałą lekturę na święta. Święta Bożego Narodzenia.
B. Kołodziejczyk
Zacytuj artykuł
|